Oravský hrad

Położony nieopodal Polski zamek nad Orawą to jeden z najładniejszych zamków, które widziałam. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie wyglądał aż tak wspaniale ;). Krótka wycieczka do południowych sąsiadów przypadła na sierpień tego roku.

Na zamek składa się tzw. górny zamek (najstarszy), średni z wieżą i pałacami oraz dolny, wraz z pałacem Thurzonów, kościołem i wieżą.

Na dziedzińcu dolnego zamku

Okazało się, że tego dnia w naszej grupie zwiedzających byli rodacy ;). Jeżeli nie znali języka słowackiego, to tak jak my musieli trochę się domyślać, co przewodnik miał na myśli ;). Oczywiście jest przewodnik anglojęzyczny, ale tak bardzo nam się spieszyło (w końcu tego samego dnia mieliśmy wrócić do domu), że przyłączyliśmy się do grupy słowackojęzycznej.

Udało się zrobić parę zdjęć we wnętrzach, które kojarzą mi się nieco z Wawelem – renesans zobowiązuje. Podczas zwiedzania można zobaczyć zbrojownię, pokoje dzienne, sypialnię czy za dodatkową opłatą kościół (kaplicę?) zamkowy. Dwa razy spotkaliśmy panie, które grają na instrumentach – gitarze, skrzypcach oraz harfie. Słuchając muzyki, można naprawdę poczuć się jak za tamtych czasów ;).

Żywe muzeum to świetna inicjatywa

Podobno jest to strój wieczorowy ;)…

Zwiedzanie obejmuje też przejście przez pewnego rodzaju muzeum przyrodnicze. Na wystawach próbowano odwzorować naturalne środowisko eksponowanych zwierząt, co całkiem zgrabnie się udało.
Na zamku też jest muzeum etnograficzne z bogatą kolekcją eksponatów, a ostatnim przystankiem jest ekspozycja związana z archeologią i historią tych okolic oraz galeria sztuki.

Nie jestem fanką wypchanych zwierząt, ale te wyglądały dość naturalnie

… Może oprócz tego rysia

Widok z najwyższego punktu zamku dostępnego dla zwiedzających

Ołtarz w kościele na dolnym zamku

Na koniec zwiedzania wypogodziło się. Zadowoleni wróciliśmy do kraju z pocztówkami i obietnicą, że wrócimy tutaj w przyszłym roku ;).

Reklamy