Było się w Tatrach, hej! 2

Tak jak zapowiadałam, kolejna garść fotografii z najwyższych polskich gór. Tym razem zacznę zdjęciem z trasy do Zakopanego, która trwała ponad… 13 godzin, z czego ostatnie 3 przypadły na Zakopiankę. Pogoda od samego początku nie rozpieszczała, czego efektem było 6 „zdarzeń drogowych” po drodze.

W trasie…

Na miejscu przeżyłam małe rozczarowanie – Tatry były doskonale ukryte za chmurami, przez co miałam wrażenie, że… wcale gór nie ma ;-). Pozostało czekać na poprawę pogody.

Giewont wyłonił się zza chmur dopiero drugiego dnia

Jak już wcześniej pisałam, pierwszą atrakcją był wjazd na Gubałówkę. Wtedy też mogłam się wreszcie przekonać o potędze widoku, który dają Tatry. W takich chwilach człowiek może poczuć się naprawdę malutki ;).

Zakopane u stóp

Widok na Chudą Turnię

Pochmurne niebo miało swój urok

Niewiele spędziliśmy czasu na szlaku – nie było na to ani czasu, ani… obuwia. Podczas lekko deszczowej pogody trampki w górach nie mają prawa bytu ;)) Udało nam się dotrzeć do Polany Strążyńskiej, a z niej do Siklawy. Zanosiło się na deszcz…

Gdzie strumyk płynie z wolna…

Chatki Polany Strążyńskiej

Postanowiliśmy wrócić do domu przez Słowację. Nawet biorąc pod uwagę spędzony czas u południowych sąsiadów, to powrót trwał nieco krócej od przyjazdu do Zakopanego ;).

Słowackie widoki przypominały mi nieco moje rodzinne strony

Najważniejszym punktem słowackiej wycieczki był zamek w Orawie. To, co ujrzeliśmy i zwiedziliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Wrażenia porównywalne z wycieczką do Malborka :). Na deser jedno zdjęcie, reszta niebawem :).

Oravský hrad – widok z trasy

Ahoj!

Reklamy